środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział VIII "Krok do śmierci"

 Budzę się koło jedenastej, jak zawsze sprawdzam media społecznościowe i zastaję jeden wielki spam na Instagramie. Pełno serduszek, komentarzy oraz nowych obserwujących. O co chodzi? Zamrugałam kilkakrotnie, żeby bardziej przyzwyczaić oczy do światła i zaczęłam szybko przesuwać powiadomienia w celu odnalezienia sprawcy tego zamieszania. Obróciłam się na plecy, nie zaprzestając poszukiwań. Komu się aż tak bardzo nudziło?
 Westchnęłam głośno, zaczynając już z tego rezygnować, gdy zauważyłam istotny szczegół. Mianowicie Neymar był na tyle mądry, wstawił kilka zdjęć z imprezy i oczywiście mnie oznaczył. Po za nim, to samo zrobiła Rafaela. Zablokowałam ekran i odłożyłam telefon. Zamknęłam oczy. Przypomniała mi się wczorajsza sytuacja spod domu. Pamiętałam każdy szczegół tego pocałunku. Na samą myśl o nim, mimowolnie się uśmiechałam. Miejmy tylko nadzieję, że to się zbyt szybko nie wyda. Na czym, jak na czym ale na byciu ofiarą paparazzi mi nie zależy. Zrzuciłam z siebie kołdrę. Podniosłam się do pozycji siedzącej, przeczesałam placami włosy po czym opuściłam pokój. Moim celem była kuchnia.
Na miejscu zastałam tylko Jai’a. Miał poczochrane włoski i jeszcze trochę zaspane oczy. W powolnym tempie jadł płatki z mlekiem. Uśmiechnęłam się, przechodząc obok, pocałowałam  go w czubek głowy. Zrobiłam sobie na szybko kilka kanapek. Zajęłam miejsce przy stole, naprzeciwko bratanka.
- Gdzie poszedł twój tata? – spytałam – Dawno wyszedł?
- Zabrał Vide i powiedział,  że za chwilę wróci. – ziewnął – Jak zeszłaś na dół, to wyszedł. Minęliście się.
Wzruszył ramionami i wrócił do pałaszowania śniadania, teraz już trochę energiczniej. W milczeniu, kończyliśmy posiłek. Miałam dziwne przeczucia. Martwiłam się. Ale pytanie dla czego? Przecież on tylko poszedł z psem na spacer… Zaśmiałam się pod nosem, na co Jai podniósł na chwilę wzrok. Po kilku minutach podskoczyłam na krześle jak oparzona słysząc dźwięk otwierania drzwi. Co się ze mną dzieje? Oliver wszedł do kuchni i położył przede mną białą, już otwartą kopertę.
- Co to? – zapytałam niepewnie.
- Po prostu zobacz. – zachęcił mnie. W jego spojrzeniu zauważyłam złość pomieszaną ze strachem.
Otworzyłam kopertę. W środku była tylko jedna mała karteczka, a na niej wydrukowane trzy zdania.

„Śmierć to piękna rzecz…
Każdy wyścig to krok do śmierci
Skończycie tak jak wasz braciszek”

Przeczytałam to kilka razy, z każdym moje oczy coraz bardziej się powiększały. Moje przeczucia po raz kolejny mnie nie zawiodły. Pogróżki to nie żarty.
- Co chodzi? – spytałam cicho, cały czas wlepiając wzrok w kartkę.
- Chciałbym wiedzieć.- założył ręce i oparł się o kuchenny blat – Ktoś ewidentnie chce się nas pozbyć. I nie zdziwię się, jeśli to ta sama osoba, która stoi za śmiercią Jamesa.
Zadrżałam słysząc ostatnie zdanie. Człowiek, który to zrobił… Jeśli go zidentyfikujemy, dopilnuję, żeby za wszystko zapłacił. Nawet mimo to, że to i tak nie przywróci życia mojemu bratu. Udałam się z powrotem na górę. Zabrałam z szafy czarne legginsy i t-shirt z napisem Home is where your dog is, do tego czystą bieliznę. Zajęłam łazienkę. Wzięłam długi, ciepły prysznic. Nawet teraz, odczuwałam zmęczenie po wczorajszym wieczorze. Gdy zaczęło mi się robić duszno przez ciepłą wodę opuściłam kabinę. Ubrałam się, umyłam  zęby a na koniec związałam włosy w niedbałego koczka na czubku głowy. Gotowa opuściłam łazienkę. Gdy przekroczyłam próg pokoju, przywitał mnie dźwięk nowej wiadomości. Zaciekawiona sprawdziłam, kto się mną zainteresował.
Neymar: Zajęta?
Me: A co ja kibel?
Me: A tak serio, to nie. Na chwilę obecną to się nudzę.
Neymar: Zaraz u ciebie będę, mam dobre wieści.
 Dobre wieści? Już się boję. Czekając na przybycie piłkarza, głównie kręciłam się po domu bez celu, nucąc pod nosem jakieś melodie. Po jakimś czasie zaczęło mnie to nudzić. Wyszłam na taras i oparłam się o balustradę. Przymknęłam oczy czując promienie słońca na twarzy. Jednakże to co stało się później nie było już tak miłe. Wyobraźcie sobie siebie w tej sytuacji. Stoisz na balkonie, rozkoszujesz się słoneczkiem a ktoś postanawia oblać się lodowatą wodą. Obróciłam się i zaciskając pięści spojrzałam na osobnika, który się na to odważył. Z moim mordem w oczach spotkał się… Neymar. Widząc moją minę, automatycznie się cofnął, a ja na nic nie czekając zaczęłam go gonić. Brazylijczyk śmiał się cały czas, co w jakimś stopniu zmniejszyło moją złość. Nasza gonitwa ustała na chwilę w kuchni, gdzie chowaliśmy po dwóch stronach stołów. To wszystko obserwował Oliver trzymający Jai’a i jednocześnie wszystko nagrywający.
Czwarta z rzędu próba zmylenia Neymara znowu mi się nie udała, a nawet została wykorzystana na moją nie korzyść. To on mnie złapał i przerzucił przez ramie, dzięki czemu zwisałam głową w dół. Ruszył w kierunku kanapy, na którą mnie dosłownie rzucił. Stanął nade mną z założonymi rękami.
- Uspokój się dziewczyno – najpierw próbował być poważny, lecz koniec końców i tak wybuchł śmiechem po raz kolejny.
Usiadł na kanapie, zaraz obok mnie i spojrzał na mnie dość dziwnie co wywołało kolejną falę radości
- W sumie to miałeś dla mnie jakieś dobre wieści – zaczęłam
- Jedziesz ze mną na Copa America – powiedział prostu z mostu.
Spojrzałam na niego zaskoczona, nie mogąc w to uwierzyć. Wszystko dotarło do mnie, gdy zaczął kontynuować
- Zabierasz się z Rafą i Davim. Lecicie jutro wieczorem, potem dam ci znać o której dokładnie masz być gotowa. – wyszczerzył się – A teraz proponuję obejrzeć jakiś dobry film albo iść na spacerek. W sumie najlepiej oba. Wybieraj, kolejność dowolna.
Zachichotałam z tej nagłej zmiany tematu i monologu Juniora. Po kilkunastominutowej debacie postanowiliśmy, że zaczniemy od spaceru, co pewnie przeciągnie się nawet do kilku godzin, dzięki czemu nie tylko my na tym skorzystamy – paparazzi dobrze zarobią. Dom opuściliśmy przy ciągłych przepychankach, w wyjątkowo dobrych humorach.
Czas jak zawsze leciał jak wariat. Miałam wrażenie, że godziny to minuty. Nawet nie zorientowałam się, kiedy obeszliśmy spory kawałek Barcelony. Nie wiem jakim cudem tak szybko znaleźliśmy się w centrum. Nie obyło się bez fanów Neymara, którzy zaczepiali nas co kilka minut. Ale dzisiaj nawet to mi nie przeszkadzało. Z uśmiechem przyglądałam się wszystkiemu, czasem nawet to ja robiłam zdjęcia. Nie mogłam się nadziwić jak dobry kontakt z fanami ma  Neymar. Mimo wszystko, cały czas zachowywaliśmy się dzieci. Głośny śmiech, przepychanki, wzajemne ubrudzenie się lodami a nawet próba wrzucenia mnie do fontanny. Mogę śmiało przyznać, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Nasz pseudo spacer zakończyliśmy koło osiemnastej, na plaży, bo jakżeby inaczej. Na początku chwilę wygłupialiśmy się przy wodzie, uciekając przed małymi falami. Później wskoczyłam na plecy Neya, co ten wykorzystał i wbiegł do wody, tym razem trochę głębiej. Trzymałam się go kurczowo, żeby tylko za bardzo się nie zmoczyć. Po kilkunastu minutach zmęczeni usiedliśmy na piasku, a woda dosięgała tylko naszych stóp. Położyłam głowę na ramieniu Brazylijczyka, na co ten pocałował mnie w czubek głowy. Przez dłuższą chwilę milcząc wpatrywaliśmy się w krajobraz mozolnie zachodzącego słońca. Nie wiem ile czasu to trwało. Nie chcę wiedzieć, bo dla mnie mogłoby trwać wiecznie.
Ten idealny moment przerwał mój telefon, a dokładniej Oliver. Dziękuję braciszku, masz cudowne wyczucie. Odsunęłam się trochę od Neymara i niechętnie odebrałam.
- Wracajcie już – usłyszałam na przywitanie – Muszę się zbierać, na wyścig a nie chcę zostawiać Jai’a długo samego.
- Zaraz będziemy – westchnęłam.
- Przeszkodziłem wam w czymś? – potrafiłam sobie idealnie wyobrazić jak w tym momencie porusza brwiami w charakterystycznym geście
- Tak, w obserwowaniu morderczych mew. – prychnęłam i dodając szybko coś na pożegnanie zakończyłam rozmowę.
Moje spojrzenie padło na piłkarza, który wpatrywał się we mnie z pytajnikami w oczach.
- Musimy wracać. Oliver się śpieszy na… - zaczęłam bez wcześniejszego przemyślenia
- Na wyścig? – spytał
Zamarłam na kilka sekund, zapominając, że on o wszystkim wie. Odetchnęłam z ulgą. Mruknęłam coś na potwierdzenie, podnosząc się i otrzepując spodenki z piasku. Tym razem, jak na złość droga wręcz mi się dłużyła. Dzięki Bogu z tej plaży miałam stosunkowo blisko do domu. Gdy opuszczaliśmy piaszczysty teren, poczułam jak Neymar chwyta mnie za rękę. Spojrzałam na niego zdezorientowana. W odpowiedzi otrzymałam tylko prezentację idealnie białych zębów. Nawet nie spróbowałam zabrać dłoni, bo czułam, że i tak mi się to nie uda.
W domu zastaliśmy tak jak się spodziewałam tylko mojego bratanka, który oglądał bajki i jednocześnie budował coś z klocków.  Zdziwiłam się gdy  nawet nie zaprotestował gdy przełączyłam kanał w celu poszukania czegoś nadającego się do oglądania. Nie znalazłam niczego, więc byliśmy zmuszeni do poszukania czegoś w Internecie, co zostało zadaniem Neymara. Ja w tym czasie udałam  się po coś do picia, z nadzieją, że chociaż jemu uda się odnaleźć coś porządnego.  I nie zawiodłam się. Gdy wróciłam do salonu, na ekranie już mogłam zobaczyć okładkę filmu, razem z krótkim opisem,  który musiałam przeczytac
„Joe Kingman jest wielką gwiazdą amerykańskiego footballu. Jego życie jest usłane wiecznymi imprezami i sukcesami. Bajecznie bogaty, uwielbiany przez wszystkich pewnego dnia odkrywa, że ma córkę! Od teraz będzie musiał znaleźć czas na wychowywanie swojego dziecka, czytanie bajek i bieganie na kurs baletu. Czy uda mu się to pogodzić ze swoim dotychczasowym życiem?”
Bardzo zaciekawiona opisem, cały film oglądałam z wielką uwagą. Nawet Jai czasami przyglądał się temu co działo się na ekranie, lecz szybko zasnął. Nasz seans przerwał… Oliver. Znowu? Jednakże, gdy po otwarciu drzwi, długo nie słyszałam kroków, trochę się zaniepokoiłam. Wstałam z kanapy i podreptałam w kierunku korytarza. To co tam zastałam, sprawiło, że odruchowo zakryłam usta dłonią. Szatyn jedną ręką podtrzymywał się szafki a drugą usiłował zatrzymać krwotok z nosa. Po za tym widoczne było kilka siniaków, zadrapań i rozcięty łuk brwiowy.  
- Co ci się stało? – zapytałam drżącym głosem podchodząc do brata i pomagając mu trafić do łazienki.
- Napadli mnie, nawet nie wiem kto to był… – odpowiedział, krzywiąc się przy każdym ruchu.
Oparł się o jeden z łazienkowych blatów, a ja za wszelką cenę próbowałam znaleśc apteczkę.
- Nie dotykaj tego – skarciłam chłopaka i sama przyjrzałam się ranom.
Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a następnie zobaczyłam Neymara, który zjawił się tu zapewne zaniepokojony moim zniknięciem. Wyraźnie zaskoczony i zaniepokojony stanem Olivera zatrzymał się w pół kroku
- Co się… - zaczął, lecz nie dokończył
- Potem ci wyjaśnię – odpowiedziałam zaczynając przemywanie ran.
Czułam, że trochę to potrwa, dlatego mimowolnie westchnęłam. Czas mijał, a ja czas znajdowałam nowe obrażenia.
- W co ty się wpakowałeś...  – mruknęłam.
- Jest jeszcze to – odparł Oliver wyciągając z kieszeni kolejną tego dnia - białą kopertę.
Teraz już bez tak dużego strachu wyjęłam z niej kartkę z kolejnymi identycznymi zdaniami.

„Tak wam się śpieszy do braciszka?
Nie martwcie się, chętnie wam pomogę.
                            Ostrzegałem, każdy wyścig to krok do śmierci”                                                            
     Kto tak bardzo chcę się nas pozbyć? Zgłupieję, jeśli to będzie trwało długo. Odłożyłam brudny już gazik, którym oczyszczałam rany i przetarłam twarz dłońmi.
- Muszę już iśc – moje rozmyślania przerwał Neymar, w odpowiedzi tylko kiwnęłam głową, wiedząc, że muszę dokończyć zajmowanie się twarzą Olivera.
- Idź z Neyem, poradzę sobie – uśmiechnął się delikatnie, popychając mnie w stronę drzwi.

Odwzajemniłam uśmiech i razem z Neymarem opuściłam łazienkę. Przytulił mnie na pożegnanie, po czym zrobił coś, czego mimo wszystko dalej się nie spodziewałam. Złożył na moich ustach długi, czuły pocałunek, po czym wyszedł, nie robiąc już nic więcej. Wpatrywałam się w okno, do póki samochód Brazylijczyka nie zniknął mi z pola widzenia. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię mam – Przemknęło mi przez myśl, nim wróciłam do Olivera. 




Przybywam, po prawie dwóch miesiącach ale jestem! Mam nadzieję, że rozdział się spodoba ^^ 
Znowu jest dłuższy niż planowałam i odnośnie tego mam pytanie - Wolicie takie rozdziały, czy krótsze? 
(Ten ma ok. 1800 słów, a krótszy miał by około 1000) 
Do następnego - gdzie pojawi się trochę (bardzo) zmieniona Copa America :D 
A teraz uciekam wprowadzic zmiany w wyglądzie bloga i w zakładce bohaterowie :3