sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział V "Muszę wiedziec"

  Rozdział dedykowany dwóm Wiktoriom, które wiedzą, że o nich mówię <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  Rzeczą którą lubię najbardziej zaraz po graniu w piłkę oraz oglądaniu meczy jest to co robię w tym momencie – siedzenie na balkonie (właściwie to gdziekolwiek, byle było spokojnie), z ciekawą książką, jakimś dobrym ciachem i spokojną muzyczką. Nawet Oliver już wie, że przeszkodzenie mi w tym momencie jest karane śmiercią, albo godzinnym kazaniem, więc poszedł gdzieś z Jai’em   Co do książki to tym razem padło na czwartą część Harry’ego Potter’a. Postanowiłam sobie za cel przeczytać całą sagę od początku i idzie mi całkiem nieźle. Szczerze mówiąc, to nie wiem który raz to czytam… Przy piątym się zgubiłam… Lubię czytać. Nawet bardzo. Ale tylko czego nie muszę. Z przymusu właściwie nigdy nie przeczytałam żadnej książki. Podczas gdy Glizdogon właśnie zabijał Cedrika, mało co nie zeszłam na zawał. Właściwie zapomniałam o żywym świecie, gdy usłyszałam dzwonek mojego telefonu.  
    Było trzeba go wyłączyć… - Pomyślałam i spojrzałam na wyświetlacz. Gdyby to był ktoś inny, gorzko by tego pożałował. A był to Neymar. Zaciekawiona tym, dlaczego dzwoni odebrałam .
- Haloo – przeciągnęłam wyraz.
- Przeszkodziłem Ci w czymś ? – usłyszałam cichy śmiech.
- Można tak powiedzieć – mimowolnie się uśmiechnęłam. – Aż tak bardzo to słychać ?
- To przepraszam, ale zwijaj się. Mam dla ciebie niespodziankę. Będę u ciebie za dziesięć minut.
- Co ty kombinujesz ? – spytałam.
- Zobaczysz na miejscu – odpowiedział, po czym się rozłączył.
   Z westchnieniem , podniosłam się z czegoś w rodzaju ławki. Wsunęłam zakładkę w książkę, odłączyłam słuchawki od telefonu i je zwinęłam. Zaniosłam rzeczy do pokoju i usiadłam na łóżku zastanawiając się co robić przez te kilka minut. Chwyciłam torebkę, gdzie włożyłam kilka podstawowych rzeczy. Zostawiając ją na łóżku, poszłam umyć zęby. Poprawiłam szybko grzywkę, a gdy opuściłam łazienkę dostałam SMS’a od Neya. Już na mnie czekał. Zabrałam torebkę, w podskokach zeszłam na dół, po czym wyszłam z domu. Skierowałam się w stronę znajomego samochodu, gdzie Neymar już przytrzymywał mi drzwi.
- Cześć – uśmiechnęłam się – Powiesz mi w końcu co kombinujesz ?
- Dostałaś już odpowiedź na to pytanie – zaśmiał się, po czym uśmiechnął – Wsiadaj. Im szybciej tam dotrzemy, tym szybciej się dowiesz.
Posłusznie wsiadłam do samochodu. Całą drogę na miejsce umierałam z ciekawości.
***
    Zawiązał mi oczy. On mnie przeraża. Uparty jak osioł, nie powie co knuje. Nie pozostało mi nic innego, jak kierować się dźwiękami. Poczułam, że wchodzimy do pomieszczenia. Przeszliśmy kilka metrów, po czym usłyszałam przekręcanie klucza w drzwiach, a potem ich zamknięcie. Zapanowała kilku sekundowa cisza, a po chwili usłyszałam, jakby odłożenie torby, czy czegoś w tym rodzaju.
- Już cię rozwiązuje – usłyszałam chichot Brazylijczyka, a chustka czy czym tam miałam zawiązane oczy, w końcu została zabrana. Na początku, myślałam, że mam przewidzenia. Odwróciłam się  stronę szatyna, z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie szczerz się tak, tylko się przebieraj -  wskazał na torbę, która stała na ziemi, koło szafki – Dziś ćwiczysz z nami. Zatrzymaj sobie te rzeczy – uśmiechnął się poraz kolejny. – Też lecę się przebrać, za chwilę po ciebie przyjdę.
    Opuścił pomieszczenie, które jak się okazało było drugą szatnią. Przysiadłam na chwilę, próbując ochłonąć, co i tak się nie udało. Westchnęłam, i otworzyłam torbę która zostawił mi Ney. To jest sen… Znalazłam tam strój Barcelony z moim nazwiskiem  (swoją drogą, to skąd on wie jak mam na nazwisko ? Nie mówiłam mu chyba…), korki z Nike oraz inne potrzebne rzeczy, czyli jak ja to mówię – duperele. Z wielkim uśmiechem, szybko się przebrałam i związałam włosy. Zdążyłam jeszcze „jakoś” złożyć moje ciuchy i usłyszałam pukanie. Drzwi się otworzyły, a w nich pokazał się Neymar.
- Gotowa ? – spytał.
- Chyba tak – wstałam i do niego podeszłam.
- To idziemy. – przepuścił mnie w drzwiach. – Najpierw pogadasz z Enrique. Gdy pokazałem mu filmik…
- Jaki filmik ?
- Wczoraj Cię nagrałem. Potem Ci wyjaśnię. Wracając do tematu, gdy mu to pokazałem, zgodził się od razu, co mnie zaskoczyło. Myślałem, że będzie przeciw… W każdym, razie mówił, że mam Ci przekazać, że będzie chciał z tobą pogadać. 
    Nawet nie zauważyłam, kiedy weszliśmy na murawę. Z tego miejsca, to wygląda zupełnie inaczej. Po prostu – niesamowicie. Tak jak „kazał” mi Neymar, najpierw porozmawiałam z Enrique. Powiedział mi tylko, że gdy Ney mu to pokazał był pod wrażeniem, gdyby go nie wyprzedził, sam prędzej czy później  by to zaproponował. Potem zwołał piłkarzy (Ney był pierwszy..), przedstawił mnie,( chociaż wydaje mi się, że Neymar zrobił to przed nim) a potem poprosił, żebym pokazała co umiem. Oczywiście Brazylijczyk zgłosił się na ochotnika. Zgodziłam się, bo jego spojrzenie mówiło wszystko „jak się nie zgodzisz, to się fochnę, a tego nie chcemy”. Zaczęłam od tego co mogłam zrobić sama, lecz szybko potrzebowałam mojego pomocnika.
- Dam Ci fory, żeby było bardziej widowiskowo – szepnął, gdy przechodził koło mnie.
Zaczęliśmy nasze przedstawienie. Grałam, tak jak zawsze jeśli chodzi o „styl” ale też próbowałam dać z siebie wszystko. Gdyby nie „fory” poległabym zapewne od razu, a tak „załatwiłam” go 2 razy właściwie jego własną bronią.
- Nie wiem jak reszta – usłyszałam Daniego Alvesa – Ale ja jestem za tym, żeby ją zrobić zastępczynią Neymara
    Wszyscy łączenie ze mną parsknęli śmiechem, choć nie ukrywam – byłoby to ciekawe doświadczenie. Po krótkiej rozgrzewce, czyli między innymi 2 okrążeniach   (z czego połowę jednego Ney przebiegł ze mną na plecach, za gadanie)  zagraliśmy jeszcze krótki mecz. „Moja” drużyna wygrała 3-1 i nawet udało mi się strzelić gola, w co cały czas nie mogę uwierzyć. Jestem w stu procentach pewna, że zapamiętam te dwie godziny na bardzo długo.
***
-Masz jakieś plany na dziś ? – spytał Ney gdy opuszczaliśmy stadion
- Chyba zabiorę Jai’a i pojedziemy na plaże, bo w domu do roboty nic nie ma. Będzie dopiero jak wrócę – zaśmiałam się.
- Mogę się wprosić, że tak powiem ? – spytał Brazylijczyk – Zabrałbym Daviego, po jutrze wraca do Brazylii, chciałbym jak najlepiej wykorzystać ten czas który został, a tym razem mógłbym go spędzić także z tobą – uśmiechnął się. Nim się obejrzałam wsiadaliśmy do jego samochodu
-Nie ma sprawy – powiedziałam -  Jai się ucieszy. Widać, że lubią się z Davim - odpowiedziałam   
- To w takim razie teraz Cię odwiozę, pojadę do siebie się trochę ogarnąć i razem z młodym będziemy za… pół godziny ? Wystarczy ? – zaśmiał się.
- Zdecydowanie.
    Po kilku minutach byliśmy już pod moim domem . Pożegnałam się z chłopakiem i zabrałam torbę z rzeczami które od dziś należały do mnie. Weszłam do domu, zdjęłam buty i poszłam poszukać bratanka. Bawił się razem z Oliverem w ogrodzie. Powiedziałam im, że zabieram go na plaże, po czym sama poszłam znaleźć jakieś kostium. W końcu zdecydowałam się na mój ulubiony. Zabrałam go i jakieś luźne ciuchy po czym poszłam do łazienki. Ogarnęłam się trochę, założyłam bikini a na nie wybrane ubrania. Wyszłam z łazienki i włożyłam do torby plażowej kilka potrzebnych rzeczy, a potem poszłam zobaczyć czy Oliver „przygotował” Jai’a. Ku mojemu zdziwieniu, zrobił to. Jeśli Neymar zjawił by się dokładnie po pół godzinie, to i tak miałaby jeszcze 10 minut. Napisałam mu SMS’a, że jesteśmy już gotowi.  Praktycznie od razu dostałam odpowiedź, że w takim razie już wychodzą. Czas oczekiwania na nich postanowiłam umilić sobie oglądaniem telewizji.
   Nim się obejrzałam razem z Jai’em „pakowaliśmy się” do samochodu i ruszaliśmy w kierunku plaży. Neymar postanowił zabrać nas na jakąś mało znaną plażę, gdzie z reguły jest spokojniej i jest tam mało lubi, a miejsce jest naprawdę piękne. Szczerze mówiąc jestem ciekawa gdzie nas „wywiezie”. Na miejscu byliśmy po około 15 minutach. Brazylijczyk miał rację – miejsce naprawdę było piękne. Nie rozumiem dlaczego jest tu tak mało ludzi… Znaleźliśmy jakieś miejsce, kilka metrów od wody. Zdjęliśmy ubrania, a dzieciaki od razu pobiegły do wody. Zdążyliśmy tylko krzyknąć, żeby uważali. Usiadłam na ręczniku i chwyciłam telefon  celu zrobieniu kilku zdjęć. Udało mi się uchwycić moment, gdy Neymar zaczął ochlapywać chłopców. Naprawdę spodobało mi się to zdjęcie. Zrobiłam kilka ogólnych, całego widoku, potem ze dwa sobie po czym schowałam telefon.
   Niestety opalanie nie było mi dziś dane. Po chwili zobaczyłam Neymara z niecnym uśmiechem zmierzającego w moją stronę. Przełknęłam ślinę i wstałam i zaczęłam się cofać. On jednakże okazał się szybszy. Podbiegł do mnie, chwycił w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Zaczął iść w kierunku wody
- Puść mnie, proszę ! – zaczęłam błagać.
- Nie – zaśmiał się.  
- Zrobię wszystko ! Tylko mnie puść.
- Wszystko ? – spytał.
- Cofam to, nie wszystko. Ale mnie puść.
- Tak się nie bawię. – odpowiedział wchodząc do wody. Gdy ta sięgała mu do pasa, w końcu mnie puścił.
- Dlaczego nie tak od razu ? – mruknęłam, chcąc iść w kierunku brzegu.
- A pani gdzie się wybiera ? – chwycił mnie za rękę tym samym uniemożliwiając ucieczkę a do tego mnie ochlapał.
- No wiesz ! – zaśmiałam się
***
    Leżałam na ręczniku, po dziesięciu minutach walki z Neymarem który pozwolił mi w końcu wyjść z wody. Tym razem znowu ktoś mi przerwał, lecz nie był to piłkarz. Był to dźwięk SMS. Podniosłam się i odblokowałam ekran. Od Olivera ? Dziwne… „Zmiana planów. Wracaj, za dwie godziny wyścig”. Zamarłam. To nie możliwe. On miał być w przyszłym tygodniu…Zauważyłam, że Neymar wychodzie z wody a chłopcy biegną obok niego. Usiadł obok mnie.
- Coś się stało ?- spytał.
- Nie… Ale musimy już wracac..  – przygryzłam wargę.
- Szkoda, fajnie jest. Ale obiecaj mi, że to jeszcze kiedyś powtórzymy.
- Jasne – uśmiechnęłam się.
*Neymar*

Ku nie zadowoleniu dzieciaków musieliśmy wracać. Wydaje mi się, że Angie kłamie… Że coś jednak się stało. Wiem, że nie musi się mi spowiadać ze wszystkiego, ale jej zachowanie mnie trochę zmartwiło. Wiem, że to będzie głupie z mojej strony, ale muszę to zrobić. Pojadę za nią. Gdy ją odwiozę, pojadę do siebie, zostawię Daviego, zmienie samochód, i tu wrócę. Muszę wiedzieć o co chodzi. Tak jak pomyślałem tak zrobiłem. Syna zostawiłem z zaufaną sąsiadką. Białe auto zamieniłem na czarne. Udałem się pod jej dom i nie pozostało mi nic jak czekać. Widziałem, że jest jeszcze w domu. Po około godzinie, razem z bratem wyszła z domu. Poszli do garażu, z którego wyszli z… motorami ? Wiem, że ona się tym interesuje ale, że jeździ to bym nie powiedział… Gdy trochę odjechali, także ruszyłem.  

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przepraszam. Z całego serca was przepraszam, że musieliście tak długo czekac.
Ale poprostu nie mogłam tego skończyc. Albo nie miałam weny, albo nie mogłam pisac :/

Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy :)
Mam nadzieję, że mnie nie zostawiliście :)


Jeśli jesteś - skomentuj :)
Dlaczego ? Możesz przeczytac pod okienkiem na komentarz hah :D